piątek, 27 marca 2015

Jak wygląda praca na drugim końcu świata?

Zaczyna się od podjęcia spontanicznej u mnie decyzji o skorzystaniu z programu work and travel, trochę po to aby spełnić marzenie mojej mamy, która zawsze chciała do Ameryki lecieć, a trochę po to żeby móc powiedzieć „Byłam w Ameryce!”. Od podjęcia decyzji do siedzenia w pociągu Łódź-Warszawa mija wydawałoby się chwila, jadę na rozmowę kwalifikacyjną [klik] następnie kupuję bilet [klik] dostaje wizę [klik] i nie wiedząc kiedy czas mija lecę do Bozeman.

Dostaje miejsce na środku więc mam najgorzej. Po chwili jednak okazuje się, że nie bo siada koło mnie roześmiana blondynka, która mówi, że w Paryżu też będzie mieć przesiadkę do Seattle i orientuję się w tym wielkim, przerażającym lotnisku jakim jest  Paris Charles de Gaulle Airport. Rozmawiamy na zmianę łamaną polszczyzną i łamaną angielszczyzną gdyż okazuję się, że to Amerykanka, która ma tatę Polaka i zakochała się w Polaku ;) Przemiła Emila! Już wtedy się nie boję.

W Seattle przechodzę krótką rozmowę na lotnisku po co przyleciałam, na jak długo, gdzie będę pracować- typowe pytania. Z uśmiechem i w pełni legalnie jestem już w Ameryce! Na przesiadkę czekałam 2 godziny, już wtedy poznałam co to Amerykańska gościnność, ponieważ Pani obok słysząc jak mówię do Emilii, że telefon mi się rozładuje, pożycza mi swoją ładowarkę.
Po dotarciu do Bozeman, korzystam z darmowego telefonu na lotnisku aby zadzwonić do hotelu, że już jestem i mogą po mnie przyjechać. Taksówka dowozi mnie do hotelu gdzie z racji tego że jestem pracownikiem Yellowstone dostaje 10-20% zniżki [nie pamiętam] zostawiam rzeczy i pędzę do Wallmartu –wielkiego sklepu o którym już tyle słyszałam!

Wieczorem tego samego dnia odbywa się mini zebranie pracowników Yellowstone, gdzie tłumaczą nam, że kolejnego dnia podjedzie po nas o godzinie 7 żółty autobus i pojedziemy na śniadanie a później do Yellowstone.

Po dojechaniu do Yellowstone, zatrzymujemy się w miejscowości Gardiner. Dowiadujemy się gdzie będziemy pracować, na jakich stanowiskach, otrzymujemy plakietkę, kartę z ID, bidon i czekamy na kolejny transport do poszczególnych wiosek.
 
ipoda nie dostałam :(

mundurek


Na miejscu dowiaduję się, że moją współlokatorką będzie Dorota- od razu się polubiłyśmy! Jest tak cudowną osobą, że w tym roku jedziemy razem do Glacier!




W drugim dniu po przyjeździe odbywa się szkolenie na temat pożaru, trzęsienia ziemi i takich pierdół. Kolejnego dnia już widniałam na grafiku i mogłam zacząć pracować. W pracy na początku czułam się dziwnie, nowe miejsce, obcy język, inna kultura. Jednak Amerykanie nie dają Ci się czuć dziwnie! Podchodzą żeby się zapoznać, pytają czy czegoś nie wytłumaczyć, pytają jak minął lot, jak mi się podoba w stanach, co robię wieczorem i czy wpadnę do baru pracowniczego wieczorem napić się piwa.

Dopiero co przyjechałam a po paru dniach czuję się jak członek wielkiej rodziny. Pracowałam 5 dni w tygodniu, 2 dni miałam wolne w tym czasie:
Imprezowałam


Chodziłam w góry


Zdobywałam szczyty


I nawet nie wiem kiedy okazało się, że czas minął i trzeba się pożegnać z rodziną.



Gdy już wypłakałam wszystkie łzy, połączyłam się na jakiejś stacji w trakcie podróżowania z facebook'iem a tam posty takie jak ten:



Więc płakałam znowu :D
Po powrocie do Polski kontakt z amerykanami się nie urwał, piszemy na facebook'u rozmawiamy na skype.


Często pytacie czy nie bałam się sama lecieć do Stanów. Bałam się jak cholera, wprawdzie dopiero 3 dni przed wylotem to odczułam bo wcześniej skupiałam się na zdaniu egzaminów, jednak ostatnie 3 dni w Polsce były okropne. Wątpliwości czy dam radę z językiem- bo nie był on na dobrym poziomie, czy kogoś poznam, czy mnie ludzie polubią. Multum wątpliwości. Jednak poleciałam i czy żałuje? O żesz kurde, jasne że nie! Najlepsze wakacje w życiu, poznałam niesamowicie wartościowych ludzi, przełamałam własne bariery, zaczęłam bardziej doceniać to co mam i kogo mam oraz wiele się o sobie nauczyłam. Dlatego jak ktoś jeszcze ma wątpliwości, niech znikną!

6 komentarzy:

  1. Ale masz fajne zycie:)
    Bardzo fajny i ciekawy blog , no i super zdjęcia:)
    https://ewciagotuje.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluję odwagi! też bardzo chciałam pojechać na WAT, ale zdrowie mi przeszkodziło.
    musiała być nieziemska przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jak przedmówczyni gratuluję odwagi! Obcy kraj, nieznani ludzie, mnie to przeraża :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! coraz częściej mi się pojawia myśl, żeby kiedyś zawitać do USA :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, aż mi przypomniałaś mój wyjazd;) Niestety byłam na ostatnim roku, pracowałam w stanie Maine. Przygoda życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej super, że byłaś! Wiele osób trafiając na mojego bloga mówi, że wcześniej nie wiedziało a teraz na wat za późno. Życzę każdemu takiej przygody!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...