piątek, 22 stycznia 2016

Moje wejście na Grand Teton

Grand Teton – szczyt w Górach Skalistych, w paśmie Teton, którego jest najwyższym szczytem (4199 m.n.p.m). Leży na terenie Parku Narodowego Grand Teton [ w którym to będę pracować w tym roku ;)]

W Grand Teton zakochałam się już rok wcześniej 02.09.2014 roku, kiedy to ze znajomymi, których poznałam w Yellowstone zdobyłam Middle Teton (3,903 m)

Wtedy Grand Teton wydawał się tak odległy, że  nawet nie mieścił się w sferze marzeń, gdyż po zdobyciu Middle Teton stwierdziłam, że takie wspinaczki nie są dla mnie. Przemoknięte buty co później skutkowało ich zamarznięciem, wspinaczka najmniej stromą ścianą lecz niestety w ciągłym cieniu, wiatr wiał jak szalony, niewyspanie, mała ilość jedzenia, przemoknięte ciuchy, rękawiczki i kurtka. 
Lecz gdy pewnego wieczora, Mike mnie zapytał czy wspinamy się na Grand Teton w któryś z wolnych weekendów bez zastanowienia się zgodziłam.
12.09.2015 roku o godzinie 3.30 zaczęliśmy wspinaczkę. Spaliśmy 4 godziny w śpiworach położonych na ziemi  na parkingu, z którego zaczyna się ścieżka na amphitheatre lake, którą to szliśmy 5 km zanim odbiliśmy w kierunku przełęczy między Middle a Grand Teton. Było zupełnie ciemno, dlatego dobre latarki czołowe to było must have. Szliśmy w zupełym milczeniu, byłam głodna, niewyspana, zaczęły mnie boleć kolana i chciałam wrócić do auta. Wiedziałam że będziemy iść/wspinać się co najmniej 16 do 20 godzin i przerażało mnie to. Ale mieliśmy tylko 3 latarki czołowe i JEDEN bear spray, chłopaki swoich zapomnieli wziąć z auta przy porannej krzątaninie. Postanowiłam więc że będę z nimi szła aż się zrobi jasno i wtedy im powiem, że jednak to nie jest mój dzień na wspinaczkę. 




To zdjęcie po około 4 godzinach trekingu. Nadal ciemno lecz słoneczko już powoli się zaczęło pokazywać.


 Zupełnie jasno zrobiło się dopiero po 5 godzinach. Gdy byliśmy już naprawdę wysoko. Widzicie to jezioro? Zaczynaliśmy około 4 km na wschód od tego jeziora. Gdy doszło do mnie, że całą tę drogę będę musiała iść sama postanowiłam, że zrezygnuje dopiero na przełęczy. Usiądę tam sobie i będę czekać obserwując innych ludzi aż chłopaki zdobędą szczyt i wrócą. Dlatego szłam dalej.





Na przełęczy jednak, zrobiliśmy sobie 15 minutową przerwę, zjedliśmy kanapki z masłem orzechowym i nutellą, banana, wypiłam coca cole (wiem, wiem niezdrowe, ale mi w kryzysowych momentach dodaje energii. To samo mam przy nauce, najpierw herbata, nie działa to kawa, nie działa do cola, nie działa to energetyk, nie działa to idę spać :D). Słonko już naprawdę mocno grzało a to zawsze dodaje energii! Spojrzałam na ten spokój jakże widoczny na twarzy Micheala (to ten rudy chłopak siedzący w okularach i czapce tyłem do Grand Teton 3 zdjęcia poniżej) i stwierdziłam, że tylko ich pójdę odprowadzić do miejsca w którym trzeba będzie użyć lin i zawrócę. 




tam jest Grand Teton, o tam! 



No więc szliśmy. Kilka razy przeciskając między skałami. 
  Tęskne spojrzenie na Middle Teton.



 I doszliśmy do miejsca, gdzie musieliśmy użyć liny, tylko przez mały kawałek, asekuracyjnie gdybyśmy zaczęli spadać w tę przepaść po lewej. 
Wtedy uznałam, że jestem już bliżej szczytu niż przełęczy, dlatego idę dalej z chłopakami. 

Zdecydowanie wspinaczka/wędrówka w moim wydaniu to ciągłe oszukiwanie siebie. Jeszcze tylko 10 kroków i stanę odpocząć, przy kolejnym znaku 5 minutowa przerwa, dojdę tylko do jeziora i zawracam. A później nie zawracam i nie robię przerw bo jak zrobiłam 10 kroków to zrobię kolejne 10. Wchodząc na każdy szczyt mówię, że to ostatni po czym na szczycie dostaję taki zastrzyk endorfin, że od razu pytam Mike'a który szczyt będzie następny.







 Od tego miejsca już nie chowaliśmy liny do plecaka, używaliśmy jej niemal cały czas, kawałek po kawałku pokonując kolejną część góry.



Miny chłopaków mówią same za siebie. W tym momencie byliśmy już na nogach około 10 godzin, byliśmy w cieniu, marzliśmy ale byliśmy już tak blisko!








 I udało się! 4199 m.n.p.m jest nasze! 




Ze zdobywaniem gór jest tak, że zdobycie ich zajmuje tyle czasu, że na szczycie jest się 5 do 10 minut. Zrobiliśmy więc kilka zdjęć i zaczęliśmy schodzić wiedząc ile jeszcze mil jest przed nami.






Zjeżdżanie na linie to coś czego bardzo nie lubię i bardzo się boję. Przyczepia się linę w połowie do kamienia, przypinasz się do liny i spuszczasz się powoli na dół. Jeszcze musisz sobie obliczyć, czy liny wystarczy bo jeśli tego nie zrobisz to w  połowie może ci tej liny zabraknąć. A tego nie chcemy.












Moje ulubione zdjęcie Micheala, które zrobiłam ja, po czym 5 minut później zjeżdżałam nad tym samym urwiskiem .












Skończyliśmy też o zmroku bo o 20.30, zdobycie Grand Teton zajęło nam 17 godzin. Tak wykończeni, że ponownie spaliśmy, nawet nie rozkładając namiotu, na ziemi. Kolejnego dnia kierując się już w stronę Bozeman, gdzie chłopaki mieszkają stanęliśmy, przy drodze spojrzeć raz jeszcze na Grand Teton.






W te wakacje chcemy zdobyć Mt. Owen! Mt. Owen to góra po prawej stronie od Grand Teton, jest ona niższa bo tylko 3940 m.n.p.m. ale dużo mniej osób się na nią wspina bo podobno to jeden z najtrudniejszych szczytów w Teton. Gdy pracowałam w Yellowstone, jeden z kolegów z dwójką przyjaciół próbował się na nią wspiąć, zajęło im to więcej czasu niż myśleli i  końcu na górze spędził 33 godziny zamiast 18 co skutkowało brakiem pożywienia i wody przez większość czasu. hej przygodo!

10 komentarzy:

  1. fajnie tak pooglądać takie zdjęcia :) ja w tym roku jade na campa, ale zaczynam coraz bardziej żałować tej decyzji bo chłopak zostaje w Polsce. Jak myślę o tym, że nie będziemy się widzieć przez 3 miesiące to tracę całą radość z wyjazdu ;/ Jak to jest u Ciebie :)? A może znasz kogoś kto też jechał sam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie żałuj! Chłopak jak kocha to bedzie wspierał i cieszył sie ze spełnianych marzeń. Ustalcie sobie tylko zeby sie cieszyć z każdego skype bez wyrzutów ' a wczoraj na skype czasu nie miałaś ' bo programy takie sa po to by poznawać innych ludzi, język i kulturę. Moja siostra wyjechała na wat na 3 mies i z chłopakiem dalej jest, juz 7 rok im leci. Dużo dużo ludzi znam co byli na programie a połówki swoje zostawili w Polsce. I jakoś nie bjlo to powodem rozstania :)

      Usuń
  2. Zazdroszczę tych widoków, coś wspaniałego :) A jak z tlenem, nie odczuwałaś jego braku?

    OdpowiedzUsuń
  3. Może w kolejnym życiu będe chodzić wtedy będę się wspinac i tańczyć flamenco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie podziwiam! Trochę zazdroszczę i współczuję (oczywiście dużego wysiłku) ;) Mam zupełnie jak Ty, zawsze sobie mówię "dobra jeszcze chwila i koniec", a potem okazuje się, że udaje się dotrzeć do końca celu i wtedy napływa nowa, zupełnie inna, niesamowita energia do działania! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pod wrażeniem twojego zawzięcia i siły charakteru! Po złych doświadczeniach z nieco mniejszym wzniesieniem podjęłaś się jeszcze raz próby wspięcia się na jeszcze wyższy szczyt! Podejrzewam, że sama satysfakcja ze zdobycia szczytu wynagrodziła wszystkie niedogodności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wynagrodziła, było magicznie:) no i szczęście nie do opisania!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...